sobota, 2 lutego 2013

7. Something unexpected

Cisza. Dobijała mnie coraz częściej. Już prawie dwa tygodnie szukam czegokolwiek, czym mogłabym się zająć. Bonnie obiecała się spotkać po powrocie z wakacji. Stefan i Damon od tygodnia nie dają znaku życia, w sumie mają swoje sprawy, przecież nie jestem pępkiem świata. Alfa siedzi cały czas cicho, nawet sam się wyprowadza i to dosyć często. Po prostu jestem sama ze swoimi problemami, trzeba sobie radzić a więc czas wyjść z domu i … no właśnie co dalej? 
- Tak bardzo samotna ze swoimi problemami- zakpiłam w swojej głowie z siebie, co zabrzmiało trochę dziwnie, coś na wzór monologu wewnętrznego, który przeprowadzałam kilka nocy temu w swojej głowie odnośnie spaceru z Nim (świadomie unikam jego imienia). To chyba źle jak słyszę głosy i wydaje mi się, że widzę samą siebie obok...

Koniec, wychodzę. Ubrałam szarą bluzkę na ramiączkach i szorty tego samego koloru z zielonymi akcentami, a do tego zielone trampki converse. Wzięłam telefon, słuchawki, pieniądze, klucze i ruszyłam w stronę mini centrum Mystic Falls. Jakoś od tygodnia próbuję się natknąć na kogoś znajomego, a konkretnie to na jedną osobę, ale Jego ni widu, ni słychu. Co mi tak bije? W Seattle nie miałam takiego problemu, nikt się mną nie interesował, a i mi nikt się nie podobał. Zauroczenie jest doprawdy szkodliwe dla Ciebie i dla osób w twoim otoczeniu. Powoli się oswajałam z tą myślą, że On mi się trochę podoba. Nawet nie zauważyłam kiedy dotarłam do centrum handlowego, na które się składał Mystic Grill, ślusarz, mechanik, fryzjer, sklep z pamiątkami, bank i parę sklepów odzieżowych. Uznałam, że wstąpię do Grilla na hamburgera.
Weszłam do Grilla i usiadłam przy stoliku obok okna. Podeszła do mnie Vicky w stroju kelnerki, podała mi menu, ale ja lekko pokręciłam głową.
- Dzięki, dla mnie cheeseburger z frytkami
- Okey- uśmiechnęła się, ale uśmiech nie dochodził do oczu, odeszła. 
Wyjęłam telefon i przy żywych rytmach, lecących ze słuchawek, serfowałam po internecie

- Reszta dla Ciebie, Vicky-  zapłaciłam, lekko się uśmiechając i wyszłam z Grilla.
Zaczerpnęłam Świeżego powietrza i ruszyłam powoli w stronę domu. Byłam już spokojniejsza, a w mojej głowie nie kłębiło się już tyle myśli. Włożyłam słuchawki do uszu i szłam przed siebie patrząc pod nogi. Nagle kogoś trąciłam ramieniem i słuchawki razem z telefonem poleciały na ziemię razem z komórką drugiej osoby.
- Ojejku, przepraszam… powinnam patrzeć przed siebie…
- To ja przepraszam, czasem lecę na złamanie karku.
Kobieta dotknęła mojego przedramienia i przeszedł mnie prąd, aż po czubek głowy. Rudowłosa szybko cofnęła rękę.
- Jakiś prąd chyba, chciałam się zapytać czy wszystko w porządku, wyglądasz na jakąś lekko oszołomioną.
- Ach nic się nie stało, przepraszam już muszę iść- podniosłam sprzęt z chodnika i ruszyłam przed siebie.
- To ja przepraszam…- oświadczyła, kiedy się odwróciłam- Elizabeth…
Gwałtownie się odwróciłam, ale nikogo już za mną nie było, chyba mi się przesłyszało, ale wątpię, na pewno powiedziała Elizabeth. Wzruszyłam ramionami. Patrzyłam tym razem przed siebie. Do głowy mi przyszedł pomysł, żeby odwiedzić Stefana, zapytać co u nich słychać, nie miało to nic wspólnego z Damonem, tylko czysta ciekawość... Taaak, udawaj dalej.
***
Mmmm… smaczna ta Cheri. Delektowałem się każdym łykiem krwi z jej tętnicy szyjnej. Zasłużyła, żeby wypić z niej krew, po tym co wyrabiała w sypialni. Usłyszałem dzwonek do drzwi, westchnąłem. Oderwałem się od drobnej blondynki i spojrzałem w jej malachitowe oczy.
- Ubierz się, zakryj ranę szalem i wynocha.
- Ale…
- Nie ma żadnego „ale”- warknąłem- zrób to co powiedziałem i wyjdziesz stąd z uśmiechem na twarzy, jasne?
Kiwnęła głową i poszła do łazienki. Im smaczniejsza, tym głupsza, aczkolwiek jest taki jeden wyjątek…- uśmiechnąłem się na samo wspomnienie smaku jej krwi. Ruszyłem wolnym krokiem w stronę drzwi. Nie widziałem potrzeby zakładania koszuli, więc minąłem ją z obojętnym wyrazem twarzy. Kiedy otworzyłem drzwi na moje usta machinalnie wszedł uśmiech, dla Niej wybrałem uśmiech zalotny. Otworzyła szeroko oczy i wzrokiem zbadała mój nagi tors, z wielką satysfakcją uznaję iż ją pociągam fizycznie, z resztą której kobiety nie pociągam?
Starała się oderwać wzrok od mojej klatki piersiowej, marnie jej to szło.
- Jest Stefan?
Bez jaj, ludzie.
- Nie, ale jestem ja, kochanie.
Popatrzyła na mnie unosząc jedną brew.
- Ty jedyne co potrafisz dobrze robić, to mącić w głowach, ale nie przyszłam tu, żeby się z tobą kłócić.
- A szkoda, ale dobra, czuj się zaproszona- mruknąłem, przeszedłem do salonu i nalałem sobie whisky. Upiłem łyk i odstawiłem szklankę, poszedłem po koszulę.
- Co Cię do nas sprowadza?
- Chciałam zapytać co u was... - wzruszyła ramionami.
- Desperacka potrzeba towarzystwa?
- Nie- zaprzeczyła i spiorunowałam mnie wzrokiem.
Usłyszałem jak Charlotte schodzi po schodach. El spojrzała w tamtym kierunku i zauważyła blondynkę. Jej mina się zmieniła, ale nie potrafiłem do końca określić jakie emocje nią targają.
- Dziękuję za wszystko Damonie- podeszła do mnie i mnie pocałowała. Zerknęła przelotnie na Elizabeth i wyszła z uśmiechem na twarzy.
- Gdzie jest Stefan?- oj, ktoś tu jest zazdrosny.
- Poszedł na polowanie, nie wiem kiedy wróci- miałem obojętny wyraz twarzy, grunt to spokój i wyrachowanie.
- No to poczekam- podeszła i usiadła koło mnie na kanapie, dolałem sobie trunku i nim zdążyłem go chociaż trochę upić, Elizabeth mi wzięła szklankę i wzięła całą zawartość na raz. Lekko się skrzywiła, ale nie zakasłała, chyba mój bourbon nie zrobił na niej wielkiego wrażenia.
- Dolej jeszcze.
Popatrzyłem na nią i się lekko uśmiechnąłem, jeszcze trochę i się upije, a wtedy może być naprawdę zabawnie. Podałem jej szklankę. Tym razem delektowała się smakiem alkoholu. Wziąłem drugie naczynie i sobie nalałem. Po wypiciu dwóch szklanek myślałem, że moja towarzyszka już będzie miała fajnie, ale ona wydawała się niewzruszona.
- Pijesz w dobijający sposób.
Popatrzyła z zamyśleniem na szklankę.
- Nie tak bardzo jak wszystko dookoła dobija- dopiła whisky i odłożyła szklankę. Oparła głowę o oparcie kanapy i wpatrzyła się w sufit.
- Już ci się w głowie kręci?
Popatrzyła na mnie trzeźwym wzrokiem.
- Nie, ja akurat mam mocną głowę.
- Zdążyłem zauważyć- prychnąłem i również odłożyłem swój trunek.
***
To było upokarzające. Na moich oczach go pocałowała, co za zdzira, to ona powinna się wstydzić, tak samo jak on. Patrzyłam się cały czas w sufit. Poczułam ciepło ze swojej prawej strony okazało się, że Damon, jest tuż obok mnie. Popatrzyłam na niego, ale się nie odsunęłam.
- Co robisz?
- Przyglądam Ci się- powiedział i pogładził mnie po policzku. Wzięłam jego rękę i odtrąciłam na bok, usiadłam prosto. Czemu był takim dupkiem? Byłoby mi łatwiej, gdyby nie był taki złośliwy.
- Nie jestem pijana, a dopiero wtedy mogłabym ci ulec- popatrzyłam na Damona z wyższością i kpiną, jego oczy zabłysły. Spojrzałam na wyświetlacz komórki. Gdzie ten Stefan?
- Mogłabyś?- zapytał i się zorientowałam, że jest zaraz koło mnie, a nasze twarze dzieli zaledwie kilka centymetrów. Jeden ruch i jest twój, jeden ruch i dajesz mu kosza.
- Stefan chyba nie przyjdzie, muszę iść- wstałam i już miałam wyjść, ale Damon mi stanął na drodze. Ponownie się zaczął do mnie przybliżać, w końcu mnie przycisnął do ściany. Co teraz?
- Uległabyś?- spojrzałam mu w oczy. Tonęłam w ich błękicie, czułam jak mi miękną kolana, poczułam jego zapach, spojrzałam na jego idealne usta, które wręcz zachęcały, aby je pocałować. Czułam tyle na raz: złość, podniecenie, żal… odległość z każdym wymienianym uczuciem malała, ale to nie ja się przybliżałam, tylko Damon. Chciał mnie pocałować, stałam sparaliżowana.
Ledwo musnął moje usta, ale poczułam ten znajomy dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa. Dotknęłam jego szyi, wplatając palce delikatnie w jego włosy, och, mogłabym się do tego przyzwyczaić. Ten zapach tak łatwo mnie mamił, szeptał słodką obietnicę niezapomnianych chwil, a ja nie potrafiłam się temu oprzeć.
Kiedy się od siebie oderwaliśmy nie potrafiłam nic powiedzieć, z moich ust wbrew mojej woli wydobyły się dwa słowa:
- Muszę iść- a potem nogi mnie już same poniosły. Najpierw do drzwi, na dwór, a potem w stronę domu. Szłam jak w transie, miałam pustkę w głowie, całowałam się z Damonem… z Damonem… z Damonem… mój mózg przestał pracować, kodował tylko fakt, że się całowałam, a potem wyszłam mówiąc tylko dwa słowa. Nagle na kogoś wpadłam, podniosłam wzrok. Stefan…
- Cześć.
A ja dalej stałam i patrzyłam na Niego, tępo się wpatrywałam w jego twarz. Co chwilę mrugałam, jego słowa w ogóle do mnie nie trafiały, widziałam tylko ruch jego ust. Popatrzyłam mu prosto w oczy
- Hej, czy ty mnie w ogóle słyszysz? Nie mdlej mi tutaj. Elizabeth? Powiedz cokolwiek.
- Cokolwiek- mruknęłam i spuściłam wzrok.
- Odpowiesz mi teraz? Bo chyba już ci kolory wróciły- lekko dotknął mojego policzka, uśmiechając się delikatnie. Cholera jasna, no co jest z wami? Teraz wam się naraz na czułości zebrało? Myślałam, że zaraz wybuchnę.
-To jest u was rodzinne? Zmówiliście się? Założyliście się? O co wam do jasnej cholery chodzi? Ogarnijcie się!- krzyknęłam i wyminęłam Stefana. Co oni sobie wyobrażają? Robią to specjalnie, czy jak? Najpierw Damon. Pije sobie krew jakiejś dziewczyny, oczywiście po tym co robili w sypialni, potem się całują na moich oczach, a potem on całuje mnie. No wiem, co prawda oddałam pocałunek, ale no proszę was, która by nie oddała. Potem Stefan. Co prawda zebrał trochę batów po swoim bracie, ale przecież nikt mu nie kazał wysyłać czułych sygnałów, prawda? Och, przez nich mi pewno ciśnienie skoczyło. Bonnie nie ma w mieście, nie pójdę z tym do Jenny, ani do psa, na którego mam focha. Nie chcąc wracać do domu, chciałabym się napić w tym celu skierowałam się do Grilla, usiadłam przy barze i zamówiłam Mohito. Sączyłam je powoli, nie śpiesząc się i starając wszystko poukładać sobie w głowie. 
Na szczęście dotarłam do domu bez żadnych niespodzianek. Jedyne o czym marzyłam to wejść pod prysznic spłukać z siebie wszystkie emocje i iść spać nie mając nic w głowie. Phi! Gdyby było to takie proste. Jest parę powodów dla których nie powinnam była być w stanie zasnąć, a mianowicie Damon, Damon i ewentualnie Alfa. Nadal nie rozumiałam dlaczego potrafię usłyszeć ten wybryk natury.
Minęłam z obojętną miną Jenne, Alfę i weszłam po schodach do pokoju po piżamę. Gorący prysznic miał rozluźnić mięśnie i ukoić nerwy, z pustką w głowie weszłam do swojego pokoju. Podskoczyłam na widok Damona, który siedział na moim łóżku i tępo się wpatrywał w okno. Wyglądał na przygnębionego i smutnego, byłam ciekawa co lub kto wywołał u niego taki nastrój.
- Damon, mogę wiedzieć co tutaj robisz?
- Naginam swoje ego.
- To idź do siebie je naginać.
Przeszłam koło Niego i poczułam zapach alkoholu. Popatrzyłam na Niego oskarżycielskim spojrzeniem.
- Jesteś pijany, więc tym bardziej powinieneś stąd iść.
- Pójdę, chcę tylko, żebyś coś wiedziała.
- Damon... Nie. To był błąd, zgadzam się całkowicie. Dlatego...
- Co? Nie. To nie był błąd...- uniosłam brwi, co on wygadywał? - Cholera, jestem tak wielkim tchórzem, że chyba tylko po pijaku mogę tu przyjść- wstał i stanął na przeciwko mnie.
- Damon... Posłuchaj, zrobiłeś mi trochę złego, nie możesz teraz oczekiwać, że rzucę Ci się w ramiona, bo coś Cię poruszyło, na dodatek po pijaku... Postaw się na moim miejscu- zganiłam go, na co on nierozumiejącym wzrokiem patrzył mi w oczy. Usiadł i przeczesał palcami włosy.
- Ja... To trudne,
- Owszem, dlatego może porozmawiamy jak wytrzeźwiejesz co?
- Nie lubisz mnie? - spytał ze strachem w głosie. Wyglądał jak mały chłopiec, patrzący na mnie wielkimi, niebieskimi oczami, a ja już nie miałam siły, ani ochoty się z nim droczyć.
- Damon, Ciebie się da lubić, ale musisz odrobinę bardziej się starać, dopuszczać do siebie wybrane osoby... i być mniejszym dupkiem- dodałam po chwili. Uśmiechnął się i opadł na moje łóżko plecami. Przejechał dłonią po twarzy.
- Ale jestem naciągnięty- jęknął i ułożył się wygodniej na boku- kładziesz się?
- Miałam taki zamiar- założyłam ręce na piersi.- Najpierw jednak idę pod prysznic. Wzięłam piżamę i bezceremonialnie wyszłam do łazienki.
Ku mojemu zdziwieniu Damon wiernie czekał. Może dlatego, że na coś liczył...
- Nie masz na co liczyć- uprzedziłam go.
- Wiem- prychnął i obrócił się w moją stronę. Mimo wszystko przyciągało mnie do niego. Wierzyłam, że nie jest taki zły, że On sam tylko stwarza pozory takiego, za jakiego chce uchodzić.
 - Połóż się obok- szepnął i zrobił mi miejsce.
Zrobiłam jak poprosił, uprzednio gasząc lampkę. Automatycznie gdy poczułam poduszkę pod głową zapragnęłam zamknąć oczy i zasnąć. Leżeliśmy w ciszy i ciemnościach.
- Dobranoc, Damonie- powiedziałam w końcu.
- Dobranoc...- chyba chciał powiedzieć coś jeszcze, ale się powstrzymał.- Będziemy kolegami?
Prawie parsknęłam śmiechem, jednakowoż w ostatniej chwili się opanowałam i cierpliwie przytaknęłam.
- To dobrze.
Przysunął się tak, by nasze kolana się stykały, złapał moją rękę i zamknął oczy.
Nie naruszył mojej przestrzeni osobistej, co mu się chwaliło, nie tak zły jak go malują... Jeszcze chwilę popatrzyłam na jego niewinną, przystojną twarz, a potem oddałam się w objęcia Morfeusza. 

Drzewa. Dużo drzew. Las… i imię. Wciąż powtarzane, ale niezbyt wyraźnie. Teraz usłyszałam. „Elizabeth”. Nawoływano mnie z każdej możliwej strony. Nagle poczułam zimny oddech na karku. Obróciłam się, a tam stał mężczyzna, którego jeszcze nigdy nie widziałam. Był wysokim, czarnowłosym przystojniakiem. Bruneci działają na mnie jak magnes, co ja poradzę? Uśmiechnął się tajemniczo i tak… trochę groźnie. Wyciągnął z kieszeni skórzanej kurtki fiolkę i  podał mi ją. Przypatrzyłam jej się. Krew.
- Ciekawa substancja, prawda? Potrafi Cię uleczyć lub powrócić do życia, ma nawet znośny smak.
Krew wampira, pomyślałam i spojrzałam na chłopaka.
- Owszem i to nie byle jakiego- słyszy moje myśli.
Zmarszczyłam brwi, ale nagle wszystko stało się jasne. Damon.
- Co mu zrobiłeś?
Podszedł do mnie i odgarnął mi z szyi włosy. Zbliżył się i zaczerpnął powietrza wdychając przy tym mój zapach. Odsunął się i popatrzył w górę. Uśmiechnął się szeroko.
- Ktoś mi się tu dobija… ciekawe kto? Dobra, na trzy kończymy sen.
Sen?
- Raz… Dwa…
- Trzy.
  

1 komentarz:

  1. Na Twoją prośbę czytam wszystko jeszcze raz, co i tak zamierzałam niedługo zrobić XD Jedyny minus tutaj to brak akapitów ;* Lecę dalej xd / Wikaa

    OdpowiedzUsuń