sobota, 2 lutego 2013

6. Little Dolittle


Kiedy przekroczyłam próg usłyszałam głos Jenny dochodzący z salonu.
- Stój i zamknij oczy… nie podglądaj!
Posłusznie zamknęłam oczy i czekałam na dalszy rozwój wydarzeń.
- Dobra, możesz otworzyć.
Otworzyłam oczy i nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Oto stała przede mną ciocia Jenna, a u jej boku stał piękny pies rasy husky, który wesoło merdał ogonem i patrzył na mnie swoimi błękitnymi oczami.
Uklękłam i powoli wystawiłam rękę w stronę psa, ten z wywieszonym językiem podszedł bliżej i polizał moją dłoń.
- Polubił Cię i to bardzo dobrze, bo zostaje u nas na stałe.
Podniosłam się i popatrzyłam zszokowana na ciotkę. Nigdy nie okazywała jakiegoś zbytniego zainteresowania zwierzątkami domowymi.
- Jenna… skąd ten pomysł?
- Uznałam, że i tobie, i mi obecność zwierzęcia wyjdzie na plus, więc… proszę bardzo.
- A naprawdę?
Jenna westchnęła i popatrzyła na psa ze współczuciem.
- Jego właściciele go bili, chcieli go nawet uśpić, ale moja koleżanka im odebrała psa, niestety nie mogła tego pięknego okazu zatrzymać, wiec powiedziałam, że możemy zatrzymać tego kochanego pieska.
- A jak się wabi?
- Omega.
Pochyliłam się nad Omegą, jakoś to imię mi nie leżało.
- Nie pasuje, więc, aby zacząć nowe życie i wszystko od początku nazwę cię… Alfa i Omega… Alfa!- wykrzyknęłam triumfalnie- Alfa, tak, co ty na to ciociu?
Pokiwała z namysłem głową i się promiennie uśmiechnęła.
- Świetny pomysł i na dobry początek owocnej współpracy ty pierwsza wyprowadzisz Alfę.- Poszła po białą smycz i podpięła psa.
Popatrzyłam prosto w oczy mojemu nowemu towarzyszowi i uznałam, że trzeba by jego wygląd trochę urozmaicić. Miał piękne błękitne oczy… błękitna chustka… miałam błękitną bandankę.
- Dobrze, ale poczekaj tu chwilkę.
Chwilę później Alfa już miał na szyi zawiązaną bandankę, która pasowała jak ulał do koloru jego oczu.
Wzięłam drugi koniec smyczy i wyszłam na świeże powietrze mając u boku najwspanialszego psa pod słońcem.
- Alfa, gdzie pójdziemy?- zapytałam psa i ruszył przed siebie, dobrze, że miałam trampki, białą bokserkę i szare szorty, przynajmniej nie było mi, aż tak bardzo gorąco i niewygodnie. Nagle rozpoznałam kierunek, w którym mnie ciągnął mój kompan. Oto zmierzaliśmy w stronę wodospadu. Bałam się wracać tam. Czemu? Och, nic niezwykłego, bałam się dwóch rzeczy:
Po pierwsze będzie tam Damon- prawdopodobieństwo małe, ale zawsze, a po drugie nie chciałam pamiętać. Nie chciałam pamiętać o krzywdzie mi wyrządzonej, po prostu chciałam zapomnieć.
- Alfa! Proszę Cię, nie karz mi tam iść- pies przystanął i popatrzył na mnie ze smutkiem, zachowywał się tak jakby rozumiał wszystko dookoła, tak jakby oglądał wcześniej całe moje życie i rozumiał mnie w każdym momencie i chwili. Ruszył powoli w przeciwnym kierunku, ale zatrzymałam go.
- Czekaj piesku, im szybciej tam pójdę tym lepiej- Alfa podszedł do mnie i zaczął się ocierać o moje udo, zupełnie jak kot. Przykucnęłam i przytuliłam psa.
- Kocham Cię, chociaż długo się nie znamy, spokojnie mogę powiedzieć, że Cię kocham- pupil liznął mój policzek, a ja parsknęłam śmiechem.
- Heeej, fuuuu, ha ha, dobra, dobra, koniec tego dobrego idziemy- wstałam i postawiłam pierwszy krok w kierunku miejsca gdzie cały ten bałagan się zaczął.

Alfa biegał jak nakręcony po polanie, a ja siedziałam i patrzyłam się jak woda rozpryskuje się o kamienie. Dotknęłam swojej szyi, na której nie było już śladu po ugryzieniu, jednak dalej to miejsce bolało. Następnie po namyśle dotknęłam swoich ust, przyjemny dreszcz mnie przeszedł na wspomnienie pocałunku… chwila moment, o czym ja myślę to jest jakiś żart, Damon chciał mnie zabić, chciał się mną pożywić, chciał mnie wykorzystać, ja dla niego nie znaczę więcej niż dla mnie kanapka. On dla mnie też nic nie znaczy, w ogóle nie rozumiem swojego zachowania. Spojrzałam na Alfę, który szedł do mnie z patykiem w pysku. Uśmiechnęłam się i parę razy porzucałam mu patyk. W końcu zaczęło się robić zimniej, trzeba było już wracać do domu.
- Alfa! Choć piesku! Musimy już wracać- stał spokojnie i czekał, aż do niego dojdę, kiedy już miałam go zapiąć odskoczył na bok, ponowiłam próbę zapięcia go i znów to samo. Powoli do niego podchodziłam, a on się oddalał. Zaczęłam go gonić, a on uciekał. Mknęłam przez ulice Mystic Falls w pogoni za moim nowym psem, drąc się co chwilę: „Alfa!”, albo „ Alfa, wracaj tu!”. Nie było dużo ludzi i prawie żadnych samochodów, więc nie robiłam z siebie jakiejś wielkiej sensacji. Ciągle biegłam, matko, brak kondycji daje mi się we znaki. Wbiegłam za psem do parku i po drugim zakręcie przystanął koło psa też rasy husky. Dobiegłam do niego zmachana.
- Alfa, gonię Cię od wodospadu, a ty przybiegłeś aż do parku i to po to, by poderwać dziewczynę?!- wyrzucałam wszystkie żale zapinając psa. Byłam tak zmęczona, że nie pomyślałam co sama robi suczka w parku. Jaka sama, debilko? Podniosłam wzrok na właściciela suczki, który mi się przyglądał z rozbawioną miną.
- Czyli biegniesz za nim od wodospadu i to wina Sam?- pieszczotliwie poklepał swojego psa po pysku.
Patrzyłam na niego w osłupieniu, nie wiedziałam co powiedzieć, co zrobić. Przepraszać, nakrzyczeć na Alfę… czy mu podziękować, że na mojej ścieżce postawił oto tego… no właśnie kogo?
- Tak, ale to nic, trochę ruchu dobrze mi zrobi. Jestem Elizabeth- podałam mu rękę, którą on uścisnął.
- Ja mam na imię David. Nie martw się, Sam potrafi mi też zrobić taki kawał. Kiedyś wybiegła nawet poza granice miasteczka.
Uśmiechnęłam się, a on odwzajemnił uśmiech. Był naprawdę przystojny, miał brązowe prawie czarne oczy i ciemno brązowe włosy. Był ubrany w jeansy za kolana i białą koszulkę z krótkim rękawem, był przeciwieństwem… dlaczego go do Niego porównuję? Coś złego się ze mną dzieje.
- Może w ramach rekompensaty dasz się zaprosić gdzieś?
Ja pierniczę, Alfa mam u ciebie dług wdzięczności.
- Jasne, tyle, że nie dzisiaj, muszę już wracać do domu, bo ciocia się już pewnie denerwuje.
- To może Cię odprowadzę do domu.
- Okey- i ruszyliśmy w jego stronę.
***
- Jenna! Już jesteśmy!- odpięłam smycz i pozwoliłam Alfie pójść do salonu.
Przeszłam do kuchni, nikt się nie odzywał. Podeszłam do lodówki na której zastałam karteczkę przyczepioną magnesem.
Pojechałam do sklepu zoologicznego po jakieś akcesoria dla Alfy. Jenna”
- Alfa! Jeszcze dziś poczujesz się całkowicie jak w domu- pies przybiegł do mnie , a ja go poklepałam po głowie.
- Kochany, co to dzisiaj było, co? Specjalnie to zrobiłeś? – Alfa dwa razy zaszczekał uradowany- czasem mam wrażenie, że jesteś wybitnie mądry i rozumiesz nie tylko co do ciebie mówię, ale też starasz się mnie uszczęśliwić.
Przytuliłam psa, dziękując Bogu za to, że go postawił na mojej drodze.
- Bo to prawda- usłyszałam i spojrzałam na psa, który miał język na wierzchu.
- Co do…?
- No nareszcie mnie słyszysz!
Patrzyłam zszokowana na psa i wrzasnęłam najgłośniej jak potrafiłam.
Alfa podskoczył i zaczął się oglądać dookoła.
- Co się dzieje, co się stało?!
- Ty mówisz! Jakim cudem ty mówisz?! Ja… ja nie rozumiem!!!- krzyczałam z przerażeniem w stronę Alfy.
Rzuciłam się w stronę mojego pokoju, by jak najszybciej skontaktować się z Bonnie, która chyba miała jakieś doświadczenie, prawda?
- Uciekając nic nie wskórasz!- zawołał mój mówiący pies.
- Nie uciekam, muszę się z kimś skontaktować.
Szybko chwyciłam komórkę i znalazłam w książce telefonicznej numer Bonnie, nacisnęłam klawisz z zielona słuchawką.
- Halo?
- Cześć Bonnie, tu El, możesz do mnie przyjechać?
- Wiesz co… Nie za bardzo… Jeremy jest u mnie- dodała szeptem. Nie będę jej udanego wieczoru niszczyła.
- Dobra nie ma sprawy, nie przeszkadzam i powodzenia.
Rozłączyłam się. Co robić, co robić… kto ma jeszcze jakiekolwiek doświadczenie… Damon i Stefan! Bez namysłu wyszukałam numer Stefana i zadzwoniłam, młodszy Salvatore odebrał telefon po drugim sygnale.
- Cześć Elizabeth.
- Cześć, słuchaj, potrzebuję pomocy. Bardzo pilnie i bardzo teraz- bardzo teraz? Co za głupoty- Błagam możesz przyjedź, przyjdź , przybiegnij, cokolwiek, byle szybko.
- Już idę.
Usłyszałam pukanie i spojrzałam na wyświetlacz. Połączenie zakończone.
Zbiegłam szybko po schodach i minęłam Alfę, który leżał na dywanie w salonie i oglądał telewizję. Sam sobie włączył?
Otworzyłam drzwi i moim oczom ukazali się bracia Salvatore.

- Co się stało?- zapytał Stefan, był bardzo przejęty. Nie to co Damon, który patrzył na mnie obojętnie.
- Chodzi o niego- zrobiłam trzy kroki do tyłu i wskazałam psa, którego nie było widać z progu.
Damon parsknął śmiechem i przewrócił oczami, a Stefan go szturchnął.
- Musimy zostać zaproszeni do środka inaczej nie możemy wejść.
- Och, jasne. Wejdźcie- zaprosiłam ich ruchem ręki do środka. Weszli ostrożnie i chwilę potem już stali w salonie i patrzyli na psa, który przyglądał im się badawczo.
- To są wampiry?- zapytał Alfa, a ja na niego popatrzyłam z wyrzutem.
- Tak i nie waż mi się więcej odzywać.
Popatrzyłam na braci, których mina wyrażała to samo: wariatka. Skrzyżowałam ręce na piersi.
- Nie patrzcie tak na mnie nie jestem wariatką, chociaż to, że rozumiem mowę zwierząt to trochę dziwne…
- Rozumiesz mowę zwierząt?- Stefan popatrzył na mnie zszokowany, Damon również nie został obojętny na tą informację.
- A czy ja po chińsku mówię? Dziś jak wróciłam ze spotkania z Bonnie, Caroline, Mattem i Jeremim, Jenna powiedziała, że od dziś mamy w domu psa, poszłam z nim na spacer, a kiedy wróciłam, nagle rozumiem co Alfa do mnie mówi. A teraz mam małe, ale bardzo znaczące pytanie za sto punktów: Co jest grane? - popatrzyłam na Damona rozpostartego wygodnie w fotelu i na Stefana, który w zamyśleniu patrzył na Alfę.
- Co?- ponowiłam pytanie.
- Jesteś drugim doktorem Dolittle- zauważył Damon uśmiechając się złośliwie.
Popatrzyłam na niego.
- Naprawdę, ale się ciebie żarty trzymają, po prostu boki zrywać.
- Przestańcie. Myślę, że trzeba to sprawdzić też na innych zwierzętach.
- Pójdziemy do lasu odwiedzić twoich przyjaciół Stefanku?
- Bardzo zabawne. Nie, miałem na myśli, żeby El posłuchała ćwierkania ptaków, więc idziemy do lasu.
Wyszliśmy i przeszliśmy na tyły domu. Wszystkie domy po tej stronie ulicy graniczyły z lasem, więc nie mieliśmy daleko. Weszliśmy trochę w las. Ale mimo iż niedaleko nas przebiegła wiewiórka i przeleciał jakiś ptak, nic nie rozumiałam, nic się nie działo... Więc moze to nie byłam ja tylko ten pchlarz?
- I co?
- Nic- odpowiedziałam wzruszając ramionami.-Wybaczcie za fatygę...- mruknęłam i weszłam do domu.

Leżałam i myślałam. Dlaczego ten pies do mnie mówi?
- O czym myślisz?- Tylko jego tu brakowało.
- Zastanawiam się czym jesteś. Wampiry, czarownice…- nagle się poczułam jakbym dostała cegłą w głowę. Podniosłam się na łokciach i popatrzyłam na Alfę.
- Skąd wiedziałeś, że bracia Salvatore są wampirami?
Pies usiadł obok.
- Ja… no cóż… moi poprzedni właściciele interesowali się istotami nadprzyrodzonymi i chcieli bym je tropił, dlatego nauczyli mnie rozróżniać ich zapachy.
Prychnęłam mając dosyć tego dnia. Coś było z nim nie tak... Wzięłam swoją ulubioną niebieską piżamkę i poszłam pod prysznic.

Kiedy weszłam do pokoju, aż podskoczyłam.
- Piękna piżamka, no, no.
- Mogę wiedzieć co robisz w moim pokoju?
- Korzystam z tego, że otrzymałem zaproszenie do twojego domu.
Popatrzyłam na Damona, który leżał wygodnie na moim łóżku, z rękami założonymi pod głowę.
Dlaczego tak trudno mi było go wygonić? Przecież nic dla mnie nie znaczył… teoretycznie. Usiadłam u nóg łóżka, źle się czułam, zaczęło mi się kręcić w głowie.
- Hej, wszystko w porządku?- spojrzałam w stronę Damona, który siedział już koło mnie z zatroskaną miną- Jesteś strasznie blada.
Nie mogłam sobie pozwolić na chwilę słabości w jego obecności.
- No pewnie, czuję się doskonale-szybko się podniosłam i chyba się przeceniłam, bo zrobiło mi się nagle czarno przed oczami i gdyby Damon mnie nie złapał uderzyłabym się w róg łóżka.
- Doskonale?- prychnął i położył mnie do łóżka- Ledwo stoisz, idź już lepiej spać.
Damon troskliwy? to jakiś żart?
Ruszył w stronę okna.
- Zostań na chwilę- wyrwało mi się wbrew mojej woli.
Uśmiechnął się lekko i położył koło mnie.
- Przepraszam.
- Za co?
- Za to, że napiłem się krwi bez twojej zgody i … ogólnie za wszystko.
- Wow, ty przepraszasz, lepiej późno niż wcale- uśmiechnęłam się. Skąd u mnie nagle tyle łagodności względem starszego Salvatore’ a .
- Idź już lepiej spać, nie jesteś wykończona po dzisiejszym dniu?
- Trochę… co zrobiłeś jak się dowiedziałeś, że jesteś wampirem?
- Chciałem się zabić.
Musiałam, aż mu spojrzeć w oczy. Ta nagła chwila szczerości mnie jednak onieśmieliła, więc musiałam opuścić wzrok.
- Żartujesz? Jak ktoś tak arogancki chciałby się zabić?
- Stałem się taki po śmierci Amy. Ona przemieniła  mnie i Stefana, uważała, że kocha nas tak samo mocno i nie może między nami wybrać. A kiedy się ocknąłem ona już nie żyła, zabrali ją i spalili razem z innymi wampirami w kościele. Kochaliśmy ją. Dlatego postanowiłem poczekać na świt.
- Przykro mi. A co się z wami staje na słońcu?
- Gdyby nie mój pierścień, został by ze mnie popiół- podniósł lekko lewą rękę i spostrzegłam na jego palcu serdecznym pierścień z niebieskim kamieniem i małym srebrnym herbem z małą wygrawerowaną literą D na środku.
- A jak się staje takimi jak wy?
- Jeżeli na przykład miałbym zamiar Ciebie przemienić, to najpierw bym Ci podał moją krew, a potem bym Cię zabił.
Przełknęłam głośno ślinę.
-Doustnie?
Damon parsknął śmiechem.
-Tak, ale spokojnie, nie mam zamiaru Cię przemieniać. To był przykład.
Lekko się do niego przybliżyłam, obracając na lewy bok. Uczynił to samo i zanim przymknęłam powieki, jeszcze chwilę spojrzałam mu w oczy, które zdradzały, że dusza skrywająca się za nimi nie jest wyprana tak całkowicie z uczuć.
***
Szczęśliwi, nieuświadomieni, nieostrożni, martwi- to proste.
Mężczyzna się uśmiechnął, odsłaniając przy tym szereg śnieżnobiałych zębów. Ruszył powolnym krokiem w stronę lasu, napawając się ciszą dookoła. Zobaczył znajomą istotę stojącą pomiędzy drzewami.
- Witaj, stęskniłaś się?
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
Kobieta podeszła do ukochanego i złożyła na jego ustach namiętny pocałunek.
- Jak tam? Wszystko idzie po naszej myśli?
- Naturalnie. Można powiedzieć, że nawet jeszcze lepiej niż przypuszczaliśmy.
- To dobrze... nie mogę się doczekać efektu końcowego.
Mężczyzna objął kobietę w talii i ruszyli w stronę gęstwiny drzew.
- Ja też Sam, ja też…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz