sobota, 2 lutego 2013

5. Skipping

Kiedy weszłyśmy do Grilla od razu ujrzałyśmy na środku sali stolik, przy którym siedzieli już Jeremy, Caroline i Matt, a obok nich były dwa wolne miejsca, zarezerwowane dla nas. Podeszłyśmy do stolika.
- Hej ludziska to jest Elizabeth
Chłopcy wstali i każdy mi uścisnął rękę.
- Hej jestem Jeremy.
- A ja Matt.
- Mi możecie mówić El.
Usiedliśmy i każdy coś sobie zamówił.
- Co powiecie na imprezę?
- Caroline… nie znudziło Ci się to?- Jeremy z pełnymi ustami wyglądał tak zabawnie.
- Och, Jer, ja bez imprez to jak bez tlenu, przecież mnie znasz.
- Aż za dobrze- pokazał jej język, a blondynka parsknęła śmiechem.
- Ja się skuszę- popatrzyłam na Bonnie, uśmiechniętą od ucha do ucha.
- Wchodzę w to.
Wszyscy na mnie popatrzyli, czekając, aż też się zgodzę.
- No choć, nie daj się prosić.
Wywróciłam oczami.
- Kiedy?
Caroline się nagle ożywiła i zaczęła klepać coś o niezapomnianej imprezie.
W końcu Jer zaproponował, żebyśmy zagrali w bilard. Ja jako pierwsza grałam z Bonnie. Przed śmiercią taty co tydzień chodziliśmy razem do Sali bilardowej i tam się nauczyłam grać. Chłopcy byli zdziwieni, że ich prawie ograłam.
- Hej, co to miało być?
- Praktyka czyni mistrza, mogę Cię kiedyś nauczyć Matt.
- To ja też chcę korepetycje- Jeremy mnie szturchnął łokciem w bok i wszyscy się roześmiali. Wypiliśmy jeszcze dwa drinki i poszliśmy na spacer. Czułam się w ich towarzystwie doskonale. Byli mili, luźno ze mną rozmawiali i żartowali. W końcu doszliśmy do parku i usiedliśmy na trawie. Jery obok mnie, ja obok Bonnie, Bonnie obok Caroline, a Caroline obok Matta. Zauważyłam, że najmłodszy chłopak z towarzystwa mnie bardzo polubił, nawet się zastanawiałam czy mu się nie spodobałam. Nie miałabym nic przeciwko temu, miał brązowe włosy i oczy tej samej barwy, spokojnie by mógł uchodzić za mojego młodszego brata. Nawet mi nie przeszkadzało, że był młodszy, po prostu widziałam jak Bonnie na niego patrzy i to by było nie fair z mojej strony zadawać się z Jerym. Matt był za to blondynem o niebieskich oczach, lubił towarzystwo Caroline. Bawił się od czasu do czasu kosmykami jej włosów na co ona się słodko uśmiechała. W końcu telefon blondynki zadzwonił i oznajmiła, że musi już wracać do domu.
- Odprowadzę cię, no chyba, że masz coś przeciwko temu…
- Nie, nie- zaprzeczyła szybko dziewczyna, a na ustach niebieskookiego pojawił się uśmiech.
- To do zobaczenia na jutrzejszej imprezie.
- Na razie! –Odkrzyknęliśmy i nasza trójka została sama.
- Ja też się będę już zbierała- powiedziałam na wydechu podnosząc się z trawy.
- Mogę cię odprowadzić…- słysząc tą propozycję od razu zaprzeczyłam.
- Nie, nie, poradzę sobie, lepiej odprowadź Bonnie ona ma dalej- Jeremy spojrzał z przygaszonym uśmiechem na mnie i odwrócił się w stronę mulatki już z promiennym uśmiechem. Puściłam oczko do przyjaciółki, tak aby chłopak nie widział.
- Dzięki za przyjemnie spędzony dzień, świetnie się bawiłam.
- I vice versa- powiedzieli niemal, że chórem Bonnie i Jeremy, po czym wybuchliśmy śmiechem.
Wtedy dostałam sms-a od Jenny o treści: „ Gdzie jesteś?”
- Oj, muszę zadzwonić do cioci, do zobaczenia jutro- nacisnęłam klawisz z zieloną słuchawką i ruszyłam w stronę domu, po usłyszeniu drugiego sygnału odwróciłam się i widziałam jak uśmiechnięty Jery rozbawia moją ukochaną przyjaciółkę- czarownicę, której dobro i szczęście wiele dla nie znaczyło.
- El, gdzie jesteś?
- Jestem w parku, a raczej z niego wychodzę.
- A co ty tam robiłaś?
- Byłam na spotkaniu z Bonnie, Jeremim, Mattem i Caroline. Najpierw byliśmy w Grillu i zagraliśmy w bilard, a potem się przespacerowaliśmy do parku i teraz już wracam do domu, więc się już nie martw.
- Dobrze, dobrze. To miło, że znów wyszłaś do żywych.
Tylko po to, by na pierwszej imprezie dowiedzieć się, że weszłam też w otoczenie żywych nieżywych.
- Widzimy się w domu.
- Tak, na razie.
Zakończono połączenie. Spojrzałam przed siebie i aż mnie zamurowało, oto przede mną szedł znajomy mi brunet z dwoma dziewczynami u swych boków. Kiedy mnie dostrzegł uśmiechnął się jeszcze szerzej. Przystanął odwrócił się do dziewczyn powiedział im coś a one tylko kiwnęły potakująco.
- Witaj moja droga. Co tutaj robisz?
- Mogłabym zapytać cię o to samo.
- A ja mógłbym ci nie odpowiedzieć.
- A ja bym ci mogła powiedzieć spierdalaj, toteż mówię: Spierdalaj!
Damon mi zastąpił drogę.
- Przepuść mnie.
- Magiczne słowo…
- Hokus- Pokus? – zapytałam z sarkazmem.
- Blisko- stwierdził nachylając się.
- Czary… - Mary?- i jak się nie zająknąć, skoro czujesz jego zapach i twoje usta dzieli kilka centymetrów od jego. Mimo, że mnie ugryzł, to dalej wywołuje on u mnie zainteresowanie.
- Jeżeli chcesz się ze mną przespać to po prostu powiedz- w myślach mi czyta palant jeden.
- Wiesz czego bym chciała bardziej Damonie?- zarzuciłam mu ręce na szyję.
- Czego, Elizabeth?
- Chciałabym..
- Tak?
- Chciałabym, żebyś…
- Żebym co?
- Żebyś zszedł mi z drogi.
Wyminęłam go i z pewnością siebie ruszyłam w stronę domu, uśmiechając się pod nosem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz