sobota, 2 lutego 2013

4. Sorry about that...

    Miałam ochotę się od niego oderwać, ale moja druga połówka ani myślała tego pocałunku przerywać. Miał ciepłe i miękkie wargi, które sprawiały, że moje serce z kamienia zaczęło bić i czuć coś innego niż tylko smutek i powaga. Bez dłuższego zastanowienia odwzajemniłam pocałunek, który mógł mnie dużo kosztować w przyszłości. Damon zaczął schodzić ustami w stronę szyi, to było dla mnie za dużo, ale nim go odepchnęłam, poczułam ból, jakby ktoś mi się wgryzł w szyję. Zorientowałam się, że nie bez powodu tak się poczułam, gdyż chłopak mnie mocniej przytrzymał i przycisnął moją szyję do swoich ust. Czułam jak z każdą kroplą wypływało ze mnie życie.
- Damo… Damon… proszę- nawet nie miałam siły tego przerwać. Dobijająca bezsilność górowała nade mną. Chwila zapomnienia i już człowiek leży po czubek głowy w gównie. Do jasnej ciasnej mamy XXI wiek, wampiry nie istnieją… a może jednak. Czy mam rozumieć, że aż do teraz żyłam w słodkiej nieświadomości? Mniejsza już o to i tak moje rozmyślania niczego nie zmienią, długo sobie nie pożyłam. Czułam jak nogi mi miękną, jednak nagle coś lub ktoś odciągnęło ode mnie wampira i rzuciło nim w stronę skalnej ściany. To kolejny wampir? Walka o pożywienie? Opadłam bezwładnie na kamień nie trzymając pionu nawet przez sekundę. Miałam zamknięte oczy, nie miałam siły ich otworzyć. Byłam tak obolała, że zaraz po upadku straciłam przytomność.

Kiedy otworzyłam oczy poczułam ból rozsadzający mnie od środka. Czułam jakbym płonęła. Otworzyłam szybko oczy i moje dłonie szybko zbadały całe ciało, nie paliłam się. Dotknęłam głowy, auć. Spojrzałam na swoje ubranie, bluzka umazana krwią, szorty wymięte, nie miałam butów, ani swetra, ani nawet torebki przy sobie. Rozejrzałam się dookoła. W pomieszczeniu, w którym się znajdowałam panował półmrok, ale na zewnątrz było już jasno. Wnętrze było utrzymane w ciemnych kolorach, urządzono je w dość staroświecki sposób. Staroświecki i dostojny, przerwałam rozmyślania i podniosłam się na łokciach. Co ja tu do cholery robię? Przywołałam z trudem wspomnienia z poprzedniej nocy i zamarłam. Bracia Salvatore byli wampirami, a jeżeli ja jestem teraz w ich domu? A jeżeli oni chcą mnie zabić lub co gorsza… przemienić? Zeskoczyłam szybko z łóżka i udałam się po cichu w stronę drzwi. Szłam na palcach, ale mimo to każdy krok było wyraźnie słyszeć. Popchnęłam lekko uchylone drzwi, które trochę zaskrzypiały. Zacisnęłam powieki, cisza. Czyżby nikogo nie było w domu? Nieee, to mało prawdopodobne, bracia nie są aż tacy głupi. Na palcach zeszłam po schodach i dzieliła mnie jedynie prosta aby wyjść. Ruszyłam w tamtą stronę i miałam nadzieję, że nikogo w salonie nie zastanę.
Niestety, moje prośby nie zostały wysłuchane, bo oto na kanapie leżał Damon z książką w rękach. Nie patrzył na mnie, ale się uśmiechał wrednie. W mgnieniu oka stanął przede mną. Wzdrygnęłam się i spuściłam wzrok. Kto wie może miał takie same moce jak wampiry z seriali, hipnoza i zmuszanie do różnych rzeczy.
- Witam, jak się spało? Śniłem Ci się?
Zdobyłam się na odwagę i z wyższością na niego spojrzałam.
- Jak możesz być taki arogancki po tym wszystkim co zrobiłeś?
- A jak ty możesz być tak odważna i głupia, żeby nazywać wampira arogantem?
- Gdybyś chciał mnie zabić, to już bym nie żyła.
- Tak, to prawda.
- Ale żyję.
- Jeszcze.
Wolałam zamilknąć, bo wyraz jego twarzy dobrze nie wróżył.
- Gdzie jest Stefan?
- Ugania się za wiewiórkami.
Popatrzyłam na niego pytająco.
- Jest na polowaniu. Był bardzo niepocieszony, że musiał Cię ze mną zostawić, ale cóż poradzić. Taka natura.
- Chcę wrócić do domu.
- A ja bym chciał, żebyś była cicho.
- Wypuść mnie, to mnie więcej nie zobaczysz.
- Nie brzmi to zbyt kusząco.
Zbliżył się do mnie jeszcze i nasze usta prawie się stykały. Pogłaskał mnie po włosach.
- Stefek, jak to jest, że masz takie wyczucie czasu? Tam, gdzie nie powinno Cię być w danej chwili to się pojawiasz.
Odwrócił głowę w stronę drzwi, a ja podążyłam za jego wzrokiem.
W drzwiach stał młodszy Salvatore i przyglądał się nam z nieprzeniknioną miną.
- Zostaw ją, Damon.
- No i po zabawie- spojrzał na mnie i chciał pocałować wierzch mojej dłoni, ale się wyszarpnęłam i spojrzałam na niego ze złością. Uśmiechnął się złośliwie i z zawrotną szybkością zniknął, jak sadzę, w swojej sypialni. Stałam osłupiała i patrzyłam na drzwi.
- Przepraszam za mojego brata, to co Ci zrobił i za wszystko inne…
- Zdajesz sobie sprawę, że to nie ty powinieneś mnie teraz przepraszać?
- Tak, ale przez usta Damona nie przechodzą słowa tego typu. No chyba, że ma w tym jakiś interes.
Popatrzyłam na niego, był przystojny, ale nie tak bardzo jak jego brat. Bonnie miała rację, byli swoimi przeciwieństwami. Stefan za wszelka cenę chciał załagodzić sytuację i przede wszystkim zachowywał dystans, był oddalony ode mnie o dobre trzy metry. Mimo, iż wiedziałam czym jest nie bałam się go, w przeciwieństwie do jego brata. Damon wywoływał u mnie różne uczucia: strach, niepokój, złość i na przekór zdrowemu rozsądkowi mi się podobał. Przyciągał mnie, nic na to nie mogłam poradzić.
- Chcę wrócić do domu- oznajmiłam tonem nie znoszącym sprzeciwu.
- Myślę, że to dobry pomysł pod warunkiem, że nie ma w domu twojej ciotki.
- Dlaczego?- miałam wielka gulę w gardle na myśl, że Jenna się może denerwować i snuć domysły odnośnie mojej nocy spędzonej poza domem.
- Nie mogliśmy dopuścić, a przynajmniej ja, żebyś ledwo przytomna siadła za kierownicę i po drodze doprowadziła swoją śmierć do skutku- wzdrygnęłam się na dźwięk słowa „śmierć” i uświadomiłam sobie jak bardzo wczoraj byłam jej bliska- więc- kontynuował Stefan- wysłaliśmy SMS- a do Jenny, że poznałaś kilka koleżanek, w tym Bonnie, i idziesz z nimi, bo już trochę wypiłaś, a rano samochód będzie na pewno na swoim miejscu.
- Jenna myśli, że byłam tej nocy z koleżankami?
Kiwnął głową.
- A jeżeli spotka Bonnie i się zapyta, to co? Zaczną się pytania i w ogóle…
- O to się nie martw. Bonnie i jej babcia będą cię kryły. Zająłem się tym i mam u nich dług wdzięczności, a raczej Damon- popatrzył z obelgą na drzwi prowadzące do sypialni jego brata.
- Która jest godzina?
- Po dziesiątej.
- Jenna powinna być w pracy. Muszę wrócić do domu, ochłonąć i wszystko przemyśleć. Jeszcze dziś do was przyjdę i będę żądała szczegółowych wyjaśnień.
Stefan się lekko uśmiechnął.
- Nie wątpię. Pozwolisz, że cię odwiozę do domu, bo chyba nie chcesz paradować po Mystic Falls w zakrwawionej bluzce.
- Dzięki, gdyby nie koszulka byłabym gotowa iść z buta, nie wiem gdzie bym doszła, ale wracać nie miałabym zamiaru.
Spojrzał na mnie smutno i otworzył drzwi wpuszczając do domu snop światła.
Już byłam w progu, kiedy usłyszałam ten głos.
- Do zobaczenia- starszy Salvatore z aroganckim uśmiechem opierał się o framugę drzwi swojego pokoju.
- Nie liczyłabym na to ty arogancki dupku.
Stefan prychnął i ostrożnie przeszliśmy do jego samochodu.
***
Chodziłem od drzwi do okien już przez co najmniej pół godziny. Damon leżał na swojej kanapie i popijał Burbona, cały czas obserwując mnie czujnym wzrokiem. Też czekał na wizytę Elizabeth. Chciałem za wszelką cenę jej otworzyć drzwi pierwszy. Dlaczego? No cóż jeden i bardzo trafny argument, a mianowicie- Damon. Damon i jego zachowanie. Kobiety uważają, że jest słodki, aczkolwiek ja nie mam pojęcia gdzie one w tym mordercy widzą chociaż krztę słodyczy. Parę razy zarzuci włosami, popatrzy głęboko w oczy i już jest jego. El też się zatraciła i nieomal przypłaciła  to życiem. Popatrzyłem przez okno i westchnąłem. Nagle rozległo się pukanie. Spojrzałem na Damona z gotowością, a on na mnie ze złośliwością. Dzień jak co dzień. Rzuciłem się biegiem w stronę drzwi, ale Damon był szybszy i silniejszy. Dotarł pierwszy i odepchnął mnie na tyle mocno, żebym wylądował na przeciwległej ścianie.
- Jak dziecko w podstawówce- prychnął i nacisnął klamkę.
- Mówiłem, że się jeszcze spotkamy.
- Jest Stefan?
- Oj, bo będę zazdrosny.
- Odwal się- odepchnęła go i podeszła do mnie.
- Cześć.
- Hej, przyszłam… sam wiesz po co.
Miała rzeczowy ton, była zimna jak lód, a przynajmniej próbowała ukryć jak bardzo się boi tu przychodzić.
- Chodźmy do mojego pokoju, tędy- wskazałem drzwi prowadzące do mojego pokoju.
- Tylko grzecznie mi tam- miałem ochotę do niego podejść i mu walnąć w pysk, ale dużo by to nie dało, poza tym, że El zobaczyłaby moją ciemną stronę. Popatrzyłem na dziewczynę, która kipiała gniewem. Podeszła do Damona, spojrzała mu głęboko w oczy i wymierzyła mu mocny policzek. Damon z impetem ją przycisną do ściany, trzymając za szyję i dusząc.
- Spróbuj to zrobić jeszcze raz- zagroził, warcząc.
Z wampirzą szybkością podbiegłem do brata i odrzuciłem go na bok. Pomogłem wstać dziewczynie, która była nie dość, że przestraszona, to jeszcze zaatakowana przez Damona drugi raz. Wstała i się otrzepała niezdarnie. Kiedy chciałem jej pomóc ona odsunęła się ode mnie, poczułem się z tym naprawdę źle. Za to Damon wciąż stał w pozycji bojowej.
- Mam pomysł. Zrobimy tak: ja was nie znam, wy mnie nie znacie. Ja wam nie wchodzę w drogę i vice versa. Zostawcie mnie w spokoju, szczególnie ty!- krzyknęła w stronę Damona- Myślisz, że kim ty jesteś? Może i jesteś przystojny, ale nie posiadasz za grosz taktu, czy wyczucia, o empatii nie wspominając. Pewnie w głębi duszy tłumisz w sobie te wszystkie ludzkie uczucia i przyjmujesz postawę krzywdzenia wszystkich dookoła, aby tylko nikt nie zauważył twojej słabości. Spróbuj choć raz zrobić coś dobrego. Choć raz!
I wybiegła nawet się nie żegnając.
***
- Wredna, mała suka- burknąłem i w żółwim, bo ludzkim tempie udałem się do swojej sypialni. Zamknąłem z głośnym hukiem drzwi i rzuciłem się na łóżko. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Byłem przekonany, że to moja kolejna zabaweczka, a jednak to ja jestem jej zabaweczką. Wbrew wszelkiej logice i zdrowemu rozsądkowi to ja cierpię, ale ona też. Spokojnie, Damon.We mnie jest tyle miejsca na dobro, co w Stefanie na zło. A poza tym co się nią przejmuję... Jestem panem swojego losu. Nie martwię się o innych.. Będę się musiał nad tym wszystkim w spokoju zastanowić, najlepiej pójdę w miejsce sprzyjające rozmyślaniom. Wyskoczyłem przez okno i bezpośrednio znalazłem się w lesie. Po chwili biegu już słyszałem znajomy dźwięk. Ten chlupot wody zawsze mnie uspokajał. Wskoczyłem na skalną ścianę zaraz koło wodospadu i usiadłem na krawędzi pozwalając moim nogom zwisać. Irytowała mnie jej osobowość, udawała silną, niezależną kobietę, a w rzeczywistości była słabą jednostką, no bo czym ona się odróżniała od innych? Niczym! Była nijaka, zwykła. A życie jest do bani, jak jest się zwykłym
***
- Przyjechałam najszybciej jak potrafiłam, Bonnie, co się stało?
Podekscytowana usiadła na łóżku i rozerwała poduszkę. Zszokowana popatrzyłam jak rozsypuje pierze i zamyka oczy, wyraźnie się koncentrując. Uniosła ręce, a razem z nią piórko. Zakryłam buzię dłońmi.
- Bonnie!- ta się tylko uśmiechnęła i zaraz reszta pierza wzniosła się wokół nas. Zaśmiałam się i dotknęłam piórka, latającego obok mojej głowy.
- Jestem czarownicą- powiedziała i wzruszyła ramionami. Na co obydwie parsknęłyśmy śmiechem.
- Nie wierzę! Jak się dowiedziałaś?
- Kiedy patrzyłam na świeczkę po raz pierwszy była zapalona, kiedy spojrzałam po raz drugi, już była zgaszona. Czasem nim dosięgłam klamki, drzwi się otwierały. Nie mówiłam nic nikomu, szczególnie mojej babci, a jednak się okazało, że takie zjawiska nie były mojej babci obce. Ona też jest czarownicą. Wczoraj kiedy Damon cię zaatakował Stefan po mnie wrócił do Grilla, zaraz po tym jak odciągnął od ciebie Damona, i zapytał czy cię przenocuję. Ja się zgodziłam, ale babcia trochę klęła na wampiry, okazało się jednak, że Damon już zniknął z Tobą. Kiedy przyjechaliśmy do ich domu,  leżałaś w pokoju gościnnym, więc nie chcieliśmy cię już ruszać i uznaliśmy, że najlepiej jak już tam zostaniesz. Oczywiście nie obeszło się bez walki obydwóch wampirów. Wyobraź sobie moje przerażenie kiedy zaczęli biegać po całym domu z niewyobrażalną szybkością, rzucając w siebie książkami i innymi przedmiotami. To było straszne. Wtedy się modliłam tylko, żeby mnie nic nie trafiło.
Parsknęłam śmiechem wyobrażając sobie minę Bonnie.
- A co takiego wampiry potrafią poza szybkością i siłą?
- Hmmm… potrafią hipnotyzować i słyszą myśli, potrafią kierować snem, bardzo dobrze słyszą i mają lepszy węch, niektórzy potrafią sterować pogodą i jeszcze inne rzeczy, o których nie mam pojęcia.- w tej chwili zadzwonił telefon Bonnie.
- Tak słucham?... U mnie z Elizabeth… Oki, zapytam. El, mam pytanie idziesz ze mną do Grilla na spotkanie z paczką?
- To znaczy…?
- Matt, Jeremy, Caroline, ja i ty, choć proszę cię.
Po bardzo krótkim namyśle kiwnęłam twierdząco głową.
- Przyjdzie- Bonnie zwróciła się do telefonu- Dobra… dobrze… To do zobaczenia- westchnęła i uśmiechnęła się do mnie promiennie- Zbieraj się, idziemy się rozerwać, wypić parę drinków, pożartować i zjeść bombę kaloryczną w postaci cheeseburgera z frytkami. Uśmiechnęła się chytrze, a ja odwzajemniłam uśmiech. No co? Trzeba w końcu powrócić do normy. Zgarnęłam ze stolika torebkę i ruszyłyśmy do Grilla.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz